Developed by JoomVision.com

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów

swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów swietokrzyskie.org.pl - serwis dla turystów
Publicystyka Gdy przyjdzie czas, by odejść

Gdy przyjdzie czas, by odejść

KostuchaDziś wielu z nas żyje tak, jakby śmierć miała nigdy nie nadejść. A gdy już się zjawia, uciekamy przed nią, zamykamy za drzwiami szpitali. Dopiero sposób, w jaki odchodził Jan Paweł II, przypomniał nam, że starość, cierpienie oraz śmierć mają swą wielką wartość i majestat. – Wiedzieli to nasi dziadowie. Oni doskonale potrafili sobie radzić z odchodzeniem bliskich – mówi etnograf Edward Tarczyński.

Zaduszki, uznane przez kościół katolicki już w X wieku, zawsze były świętem przenikania się, szczególnej więzi dwu światów: żywych i zmarłych. Nasi przodkowe wierzyli, że 1 listopada ci, którzy odeszli, odwiedzają swoje domy, zaglądają do dawno niewidzianych krewnych, słuchają nabożeństw odprawianych w ten dzień przez nieżyjących księży. Jedzą, piją, bawią się, jak gdyby na powrót udało im się przeniknąć do krainy doczesności.

Zwyczaje towarzyszące śmierci i pogrzeby dowodziły naszej wiary w to, że zmarli nie różnią się zbytnio od nas, żywych. – Jeszcze na początku XX wieku w wiejskich domach, w których nieboszczyk spoczywał w trumnie, otwierano szeroko okna i drzwi, a nawet wyrywano kawałek strzechy, by jego dusza, opuściwszy ciało, mogła swobodnie ulecieć do nieba i nie zaplątała się gdzieś na strychu czy w kominie, by później straszyć wieczorami – opowiada Tarczyński. – Podobnie jak dzisiaj, do domu, w którym ktoś umierał, przychodził ksiądz, spowiadał, wygładzał niejako sumienie parafianina i namaszczał go świętymi olejami. Ale bywało, że jego wysiłki nie wystarczały i śmierć przeciągała się, co mogło zostać na Sądzie Ostatecznym poczytane za dowód grzesznego życia. Trzeba ją było więc przyśpieszyć i uczynić lżejszą. Dlatego zdarzało się, że umierającemu wyciągano poduszkę spod głowy, kładziono go na podłodze i okadzano ziołami, by przy nieustającym wtórze modlitw i śpiewów, z gromnicą w dłoni, łatwiej dostał się przed Piotrową bramę na wieczne odpoczywanie. Odchodzący, jeżeli zdołał, pomagał ludziom w tych modlitewnych zawodzeniach choćby szeptem.

Ten pożegnalny śpiew może się wydać czymś dziwnym i okrutnym. Czymże jednak dla człowieka wierzącego w Sąd Boski, życie wieczne i ciał zmartwychwstanie jest śmierć? Prawdą, wyprawą w rzeczywistość nieodgadnioną i niepojętą, ale przecież wolną od bólu, strachu i cierpienia, lepszą. Jest podróżą oczekiwaną i naturalną, tak naturalną jak  narodziny, młodość i starość.

– Po śmierci należało szybko zamknąć oczy zmarłego, wierzono bowiem, że może kogoś wypatrzeć i zabrać ze sobą – kontynuuje Edward Traczyński. – Zatrzymywano też zegary i zasłaniano lustra. W „pustą noc”, czyli ostatnią przed pogrzebem, przychodzili krewni, by czuwać przy zmarłym. Starano się nie płakać, by łzy nie ciążyły mu na tamtym świecie. Żegnano go chórem lamentów, w których odzywało się zgięte w przebłaganiu na kolanach średniowiecze. Kiedy wynoszono trumnę, by złożyć ją na mary, uderzano nią trzykrotnie w próg, niejako granicę, za którą zmarły otrząsał się z mizernych spraw doczesnych. Na progu zapobiegliwie kładziono siekierę, sprzątano izbę, palono pościel nieboszczyka, wywracano ławy i stoły, aby kostucha nie miała odwagi szybko tu zawitać. W niektórych rejonach Polski obnoszono trumnę po obejściu, sadzie i ogrodzie, by zmarły mógł pożegnać się ze swoim dobytkiem. Przy najbliższym krzyżu przydrożnym otwierano ją i jeszcze raz go żegnano...

Obcowanie z Kostuchą zawsze jednak budziło lęk. Bo ta – jak nam się wydaje – często przychodzi nie w porę, wbrew odwiecznemu porządkowi natury. Na przykład zabiera kogoś w kwiecie wieku, przynosząc wtedy bliskim rozpacz i ból rozstania. Znamy z historii takie przypadki. Choćby Zygmunta Augusta, który trzy tygodnie szedł za kolasą z trumną swojej ukochanej Barbary Radziwiłłówny; odprowadzał ją z Krakowa do Wilna na wieczne odpoczywanie i zapewne zadawał sobie to samo, co tylu przed nim i tylu po nim, pytanie: dlaczego?

Prawa autorskie

Logo serwisuWszelkie prawa do zamieszczanych w serwisie zdjęć i tekstów należą do ich autorów. Wykorzystanie do celów druku i kopiowanie na inne strony internetowe zdjęć i tekstów zamieszczonych w serwisie możliwe jest jedynie po otrzymaniu pisemnej zgody autora.

Kontakt z serwisem

Chcesz skontaktować się z autorem tekstu, masz swoją ciekawą propozycję, która może wzbogacić serwis swietokrzyskie.org.pl lub zauważyłeś gdzieś błąd w tekście? Daj nam o tym znać. Na Wasze maile postaramy się odpowiedzieć jak to tylko będzie możliwe, jednak w terminie nie dłuższym niż 24 godziny.

kontakt@swietokrzyskie.org.pl

Jesteś w: Start Publicystyka Gdy przyjdzie czas, by odejść